RSS
niedziela, 27 lutego 2011
Fighter of the week #4

Ten tydzień miał minąc pod hasłem powrotów - do czynnego boksu miało powrócic kilku niegdyś popularnych ciężkich - James Toney, Ray Mercer, Luan Krasniqi.

 

Na dziś jednak wiadomo tylko, że do rangingów po zwycięstwie nad mało znanym Damonem Reedem powrócił James 'Lights Out' Toney. Poniżej jego stara fotka z 1994 roku, kiedy bronił mistrzostwa wagi superśredniej. Times they are a-changing...

 

James Toney

Tagi: boks
20:56, akrolak
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011
Fighter of the week #3

Ten tydzień przyniósł kilka ciekawych walk w wadze ciężkiej i kiedy już wydawało się, że najważniejszą będzie pojedynek Wacha i Hagglera o pas WBC Baltic (naprawdę taki istnieje), podano do wiadomości z pięciodniowym wyprzedzeniem, że brytyjski prospekt - Tyson Fury, którego największym sukcesem w zawodowej karierze były jak dotąd dwa zwycięstwa (pierwsze dyskusyjne) nad rodakiem Johnem McDermottem, ogłosił, że spotka się w ringu z niepokonanym puncherem (KO nad Gonzalo Basile w 1 rundzie) Brazylijczykiem Marcelo Nascimento, rankowanym przez WBO na 14 pozycji, co teoretycznie dawalo mu szanse na walke o pas z Wladymirem Kliczko.

 

Teraz może o tym zapomniec, ponieważ Fury potrzebował zaledwie 5 rund, by posłac go na deski. Wygladało to nawet podobnie jak walka z Basile - pokonany stracił przytomnośc i trzeba go było cucic, by mógł o własnych siłach zejśc z ringu. Niewykluczone więc, że w kolejnym rankingu znajdzie się już nazwisko Fury'ego.

 

Tyson Fury

 

W pozostałych walkach Mariusz Wach znokautował Jonathana Hagglera w 3 rundzie, wspomniany McDermott po 4 z rzędu porażkach pokonał już w pierwszej odsłonie faowryzowanego Larry Olubamiwo, Syryjczyk Manuel Charr i amerykański Haitańczyk Deontay Wilder pokanali swoich niezbyt wymagających przeciwników.

 

Luan Krasniqi odwołał (przełożył?) swoją walkę z Banksem, która miała się odbyc w przyszłym tygodniu, wygląda więc na to, że atrakcją tygodnia będzie czwartkowy pojedynek legendarnego Jamesa Toney z Damonem Reedem o pas groteskowej federacji IBA.

 

Tagi: boks
16:20, akrolak
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011
PSP Blast part 2

Tym razem nie mam takich hitów w zanadrzu, ale opisze kolejną paczkę, żeby nie robic wrażenia, że same fajne gry na PSP wychodzą.

 

4. Resistance: Retribution

Resistance

Aby byc szczerym - gra jest uważana za wielki przebój i ma status bestsellera - co więcej: znajdziemy tu wszystkie ważne w świecie rozrywki elementy, takie jak potwory, strzelaniny i gołe baby. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy włączyłem tę grę i pograłem chwilę, to miałem ochotę odnieśc ją do sklepu. Jest to na dziś chyba najlepsza strzelanka na PSP, ale co z tego, jeśli musimy wykonywac akcje z jakimiś kamikaze, którzy wchodzą pod największy ogień, a kiedy zginą - my przegrywamy. Co prawda to tylko na początku, ale dośc zniechęca. Jak się dłużej pogra, to robi się znacznie ciekawiej - samodzielne misje, gdzie gracz odpowiada tylko za siebie, różnorodne stwory, z którymi przyjdzie nam się zmierzyc, dużo ciekawych lokacji, ale nic co by wychodziło poza schematy gatunku. W dodatku ten klimat lat 50-tych jakoś do mnie nie trafia, choc duży plus za oryginalnośc. Drugi duży plus za umieszczenia akcji w Europie (nawet Warszawa jest wymieniona dwukrotnie, choc nie ma w grze tej lokacji), no i za sprawny system zapisu. Ogólnie - warto poznac, jest to najlepsza gra z tych opisywanych dzisiaj, ale wszystko zależy od gustu. Ja czekam na Extraction Point.

 

5. X-Men Origins: Wolverine

Wolverine

Ech, miałem ochotę na komiksową grę, poza tym liczyłem po cichu na coś w stylu Ojca Chrzestnego. Studio Griptonite (auotrzy Assassin's Creed) to też nienajgorsza rekomendacja. Nie, nie powiem, że gra ssie - w swojej kategorii odmóżdżających nawalanek prezentuje się nawet nie najgorzej. Problem w tym, że cały ten gatunek nie bardzo do mnie trafia, jak widac. Jedyne co tu jest fajne, to animowane wstawki filmowe, ale niestety jest ich mało. Byc może da się odblokowac więcej kończąc misje poboczne i zadania dodatkowe, ale nie będę przechodzic gry drugi raz, aby się o tym przekonac. Poza tym - fatalny system save'ów skutecznie zniechęca do jakichkolwiek prób. Sam Rosomak prezentuje się nienajgorzej - jest krwawym zabójcą bez wielkich skrupułów - ok, w porównaniu z resztą ekipy zabójców ma pewne skrupuły, ale to tylko żeby go odróżnic od czarnych charakterów w grze. Tych ostatnich jest dwóch: Sabretooth (w grze nazywany tylko Victorem Creedem) i Deadpool. Obaj są bossami, ale ten pierwszy znacznie twardszy - ledwo go zabiłem na poziomie easy, a to dlatego, że regeneruje się szybciej, niż się go zabija. Trzeba użyc wszystkich specjalnych cech Logana, żeby w ogóle miec szansę (cechy są dwie: pounce i rage), ale kluczowe jest grabowanie i rzucanie na ziemię. Taki hint dla chętnych, zresztą z internetu wzięty.

 

6. Dante's Inferno

Inferno

Tutaj to już ciężko coś pozytywnego w ogóle napisac. Tak wtórnej i nieciekawej gry chyba nigdy nie widziałem. Twórcy dośc swobodnie inspirują się Boską Komedią, ale mówiąc szczerze, lepiej chyba, żeby tego nie robili. To jest God of War dla ubogich, z gorszą grafiką, gorszym sterowaniem, gorszym gameplayem, właściwie wszystko tu jest gorsze, w ogóle wstyd, że z takiej przyzwoitej gry robili zrzynkę, bo aż żal porównywac. Ogólenie chodzi o to samo, biegamy po kolejnych lokacjach (liniowo aż zęby bolą) i zabijamy przeciwników wychodzących spod ziemi. Właściwie są dwa rodzaje - diabły i szkielety. Czasem pojawi się coś innego w stylu potępiony biskup, nieochrzczone dziecko, ladacznica, krzyżowiec itp. Wspinamy się, bujamy jak Tarzan na linach (liny w piekle?), przesuwamy skrzynki (hmm, miło że w piekle ktoś zostawił nam skrzynki, po których można się wdrapac). Kurczę, ja mam wrażenie, że ten opis może jeszcze kogoś zachęcic. To dodam, że w grze jest sporo błędów (w stylu ekran robi się czarny, albo konsola zawiesza się przy wczytywaniu save'a). Aha - na PS3 grafika jest naprawdę spoko, ale na PSP nic już z tego nie zostało. Odradzam, zdecydowanie.

 

Ok, żeby byc zupełnie szczery, w tej grze jest 1 (słownie: jeden) ciekawy moment - tzw. Gluttony puzzle. Nie jest bardzo trudny, ale tak fajnie zmontowany, że aż trudno uwierzyc że tworzyła go ta sama ekpia co resztę gry. Poniżej embeduję filmik (końcówka, to już tradycyjne bujanie się na linach).

 

Tagi: PSP
03:04, akrolak
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lutego 2011
Fighter of the week #2

Mija kolejny tydzień a w nim kilka ciekawych pojedynków. To co mnie osobiście interesuje najbardziej, czyli waga ciężka, w której walczy nasz Tomek Adamek, przyniosła pierwszy półfinał turnieju eliminacyjnego IBF między Szybkim Eddym Chambersem a Derrickiem "The Shaolin Fist / El León" Rossym. Ci dwaj bokserzy spotkali się już 4 lata temu (dokładnie 4 lata i dwa dni) i wtedy zwyciężył Chambers przez nokaut techniczny w siódmej rundzie. Tym razem walka trwała pełen dystans, ale zwycięzca pozostał ten sam i już tylko jeden krok dzieli go od ponownej szansy na zdobycie pasa.

 

Eddy Chambers

To mi wygląda na snapshot z gry, ale łatwo rozpoznac Eddy'ego.

 

Jeszcze niedawno po porażce z Władymirem Kliczko Eddy brał pod uwagę przejście do kategorii cruiser. Dziś mówi już tylko o rewanżu z mistrzem świata. Na jego drodze stoi jeszcze zwycięzca drugiego półfinału, w którym spotkają się Samuel Peter i Maurice Harris. Jeśli wygra faworyzowany Peter, obu bokserów czeka ponowne spotkanie. A bez względu na to kto wygra finał, zwycięzca zmierzy się ponownie z mistrzem IBF, ponieważ zarówno Eddy jak i Sam już o ten tytuł walczyli.

Tagi: boks
19:31, akrolak
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lutego 2011
A miało być tak pięknie...

Cały ubiegły tydzień spędziłem w Istambule planując rollout, ale ponieważ trzeba było ten plan zatwierdzić z zespołem projektowym poprosiłem koleżankę z administracji o rezerwacje biletu na dwa kolejne dni w tym tygodniu. Miałem lecieć we wtorek po południu, wrócić w piątek rano, co daje całą środę i czwartek na dyskusje - do wyboru były dwie linie lotnicze LOT i Turkish Airways.

Osobom niezaznajomionym z tematem śpieszę z wyjaśnieniem, że Turkish to obecnie jedne z najlepszych linii w Europie. Są stosunkowo tanie, ale nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby nie podstawiono samolotu pod rękaw, albo żeby na pokładzie nie było ciepłego posiłku. U nas w biurze jeśli można lecieć liniami tureckimi, to z reguły mają priortet nad konkurencją.

Bez wahania wskazałem więc na Turkish i już złośliwie myślałem o pasażerach LOTu - kiedy ja będę beztrosko wchodził na pokład przez ciepły i wygodny rękaw - oni będą gnieździć sie w autobusie a następnie stać na mrozie w oczekiwaniu na wejście do samolotu. Kiedy ja otworzę pudełko z pysznym kurczakiem - oni będą łamać zeby na twardej jak kamień bułce z serem i suszonymi pomidorami.

Ale jak to w życiu bywa - ten się śmieje, kto się smieje ostatni. Koleżanka z administracji zrobiła mi bowiem rezerwacje na środę a ja byłem zbyt zagoniony i zatwierdziłem. No i się zaczęło - najpierw pół dnia we wtorek starałem się odkręcić rezerwacje, bo od razu było wiadomo, że nie ma szans, żebym zdążył przyklepać ten plan w jeden dzień. Dostałem z 5 propozycji lotów, przez Szwajcarię, Austrie i Niemcy, z których żadna mi do końca nie pasowała. Ostatecznie znalazłem sobie sam połącznie na samoloty.onet.pl (ostatnia deska ratunku), jak to zwykle bywa te same godziny dla Turkish i LOTu (code sharing). Tak na styk, żeby zdążyć na samolot. Oczywiście okazało się, że nie mam rezerwacji hotelu, ale to już detale.

Ale - do rzeczy - jak uczą prawa Murphy'ego - okazało się, że mój lot jest prowadzony przez LOT. O tym, że tak jest przekonałem się, kiedy pod rękawem mojej bramki na próżno próbowałem wypatrzeć aeroplan. -Czy operatorem lotu są polskie linie lotnicze? - spytałem z niepokojem w głosie obsługę naziemną. -Tak - bezlitośnie odparała pani w mundurze. Właśnie mój pyszny kurczak odleciał w nieznane. Razem z innymi pasażerami wziąłem swoje bagaże podręczne na plecy i rozpocząłem mozolne schodzenie po schodach do czekającego tam już traktora. Kierowca odegrał obowiązkową inscenizacje odbierania biletów (takie plastikowe karty wręczane podczas boardingu), co było dość groteskowe, gdyż ich nie dostaliśmy a on sam miał wszystkie w ręku. W autokarze niemiłosierny ścisk, bo trzeba ten cały boeing upchać do jednego niewielkiego pojazdu. Obowiązkowe dwie rundki po lotnisku, bo związki zawodowe wynegocjowały dodatkowe godziny pracy dla kierowców. Kiedy dotarliśmy pod samolot, ludożerka rzuciła się do wyjścia tratując się nawzajem - wiadomo: frajerzy będą stali pół godziny na mrozie. Kto już wsiadł do samolotu pieczołowie rozkładał wszystkie bagaże tarasując przejście - bo przecież kto już w środku temu ciepło. Najgorzej mieli Turcy - nienawykli do polskiej zimy nie mieli nawet czapek i wcale się nie zdziwię, jeśli część zesrała się z zimna. Ale obsługa też nie ma lekko - wszyscy ukryci pod futrzanymi czapami, a z nosów ciekną im gile. I tak mieliśmy szczeście, że nie było śnieżycy. Każdy kto wsiadał do samolotu LOT w czasie śnieżycy, wiec co mam na myśli.

I pomyślałem sobie - czemu te linie lotnicze, nie zrobią przysługi swoim pasażerom, i tak zwyczajnie nie zbankrutują?

Bus

Czy chcesz choć przez chwilę poczuć się jak przedstawiciel proletariatu przewożony do fabryki zakładowym autokarem? Wybierz linie LOT!

 

Tagi: Firma
08:46, akrolak
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lutego 2011
Fighter of the week

Jak wiadomo większośc ważnych walk odbywa się w weekendy, nie od rzeczy jest więc zrobic choc minimalne podsumowanie mijającego.

 

Postanowiłem przyznac nic nie znaczące odznaczenie wojownika tygodnia brytyjskiemu prospektowi - Davidowi Price.

 

David Price

 

W tę sobotę David potrzebował tylko 3 rund, aby pokonac południowoafrykańskiego Osborne'a Machimanę w walce eliminacyjnej do pasa Commonwealth, aktualnie w posiadaniu Derecka Chisory. Co ciekawe Machimana już za dwa tygodnie wejdzie ponowanie do ringu, tym razem ze swoim rodakiem Antonem Nelem o mistrzostwo RPA w wadze ciężkiej.

 

Zwycięstwo pozwoliło Price'owi na wejście do czołowej dziesiątki bokserów z Wysp i do czołowej setki wagi ciężkiej na świecie (boxrec #82). Warto przyjrzec się bliżej temu obiecującemu pięsciarzowi, który pomagał chocby naszemu Albertowi Sosnowskiemu w przygotowaniach do walki z Witalijem Kliczko.

 

Tagi: boks
22:45, akrolak
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 lutego 2011
PSP Blast part 1

Ok, mam w końcu chwilkę, to napiszę o trzech pierwszych grach, które udało mi się skończyc na przenośnej konsolce Sony.

 

1. Ojciec Chrzestny

Godfather

Niespecjalnie lubię gry filmowe, a Ojca Chrzestnego nigdy nawet nie obejrzałem porządnie od początku do końca, ale kiedy włączyłem tę grę na chwilę, żeby sprawdzic czy się uruchamia prawidłowo i zacząłem grac w pierwszą misję - wsiąkłem. To gra z 2006 roku, a więc już z 5 letnim stażem, ale wcale mnie nie dziwi, że wciąż jest w sprzedaży. Gracz ma do wyboru dwa tryby - fabularny i strategiczny, który odblokowuje się wraz z rozwojem postaci. W fabularnym przeżywamy przygody z filmu i odblokowujemy filmowe wstawki, zaś w strategicznym staramy się opanowac Nowy Jork i zniszczyc pozostałe gangi. Zasady gry mogą budzic głęboki sprzeciw, bo od gracza nie oczekuje się żadnych dylemtów, tylko brutalnego wykonywania poleceń, często godzących w niewinnych ludzi. Przekaz gry jest jasny - kariera w gangu to najlepszy pomysł na życie. A zarazem pomimo tego, gra ma tak niezwykłą siłę przyciągania, że zarwałem przy niej kilka nocy. Najlepszy jest w niej ten niesamowity, z pietyzmem oddany klimat Ameryki lat dwudziestych. Sama muzyka jest już warta świeczki. A jeszcze mamy tu ostatnią przed śmiercią rolę Marlona Brando. Jedyny mankament to brak możliwości wczytania się z save'u w trakcie gry, co w praktyce oznacza koniecznośc ogladania czołówki gry 50 razy dziennie.

 

2. Assassin's Creed: Bloodlines

Assassin

Kolejna gra, w której klimat odgrywa ważną rolę, tym razem za sprawą umieszczenia gry na średniowiecznym Cyprze oraz znakomicie przedstawionemu konfliktowi między Templariuszami a Nizarytami, zwanymi przez chrześcijan pogardliwie asasynami. Właśnie w przedstawiciela tej ostatniej grupy wciela się gracz mający za zadanie odesłac na wieczny spooczynek kwiat chrześcijańskiego rycerstwa europy. Już za sam tak oryginalny pomysł należy się duże uznanie twórcom gry. Natomiast to co podoba mi się najbardziej, to świetnie przedstawiony świat, znakomicie opracowane przygody i bardzo oryginalny sposób prowadzenia bohatera, w którym miesjce walki zajmuje skradanie się i skrytobójstwa, nie dlatego nawet, że gra to wymusza, ale po prostu taka strategia jest najskuteczniejsza i gracz szybko się o tym przekonuje. Są jednak dwa poważne problemy - pierwszy to masakrycznie trudne sterowanie postacią, które sprawia, że częśc misji, szczególnie tych na czas trzeba wykonac na ślepo - jedną misję poboczną zrealizowałem tylko przez przypadek, kiedy wybiłem się z jakiejś poręczy a spadając poderżnąłem gardło uciekającemu przeciwnikowi. Drugim problemem jest brak możliwości zarządzania save'ami, co oznacza, że nie tylko nie można się odegrac, ale też gra potrafi nadpisac poprzedniego save'a po porażce w misji pobocznej i trzeba zaczynac grę od początku albo kontynuowac bez kompletu misji. Te dwie wady sprawiają, że gra jest właściwie tylko do przejścia na raz.

 

3. God of War: Duch Sparty

GOW

Trzecia warta uwagi gra, to chyba największy hit ostatnich lat na PSP - God of War. Nie bez powodu dodaje się właśnie tę grę do zestawu przy sprzedaży konsoli, zaznaczmy jednak, że poziom brutalności jest tak duży, że ograniczenie od 18 lat nie wydaje się nadmiernie przesadzone. Kratos to okaz wyjatkowego skurczysyna, któremu głos w polskiej wersji nadaje sam Boguś Linda - i dodajmy - robi to znakomicie. Bohater nie cofa się przed żadnym niebezpieczeństwem, choc na oko z niektórymi potworami (na dzień dobry - Scylla) nie powinien miec żadnych szans. Autorzy sięgają po rozmaite mitologiczne wątki, od Midasa do Atlantydy, ale trochę inspiracji pochodzi też rzecz jasna z komiksu (i filmu) "300". Gra do przechodzenia wiele razy - ja skończyłem ją dwukrotnie i na trzecim poziomie trudności utknąłem na walce z Erynią (w mitologii były ich 3), która tutaj jest córką Tanatosa i drugim najtwardszym bossem. Największym plusem gry jest niewiarygodna grafika, ktróra tak wywinduje Wasze oczekiwania, że żadna inna gra nie zdoła im sprostac. Kolejnym dużym plusem jest znakomity sytem zarządzania save'ami (to znaczy można się po prostu wczytac z wybranego pliku zapisu, ale na PSP to już dużo, jak się przekonałem).

 

Ok, na dziś starczy - kolejna paczka wkrótce!

Tagi: PSP
15:54, akrolak
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Tnij, siecz, rąb, czyli rozrywka na wysokim poziomie

Kupiłem PSP - to najfajniejszy wynalazek od czasów tej gierki, gdzie wilk łapał spadające jajeczka. You know what I mean.

wilk

 

Niestety PSP znacznie ustępuje temu egzemplarzowi radzieckiej myśli technologicznej pod kątem ergonomii - przyjrzyjmy się dlaczego:

PSP

 

To co widzimy na pierwszym planie to wyłącznik zasilania. Jak łatwo zgadnąc, konsole najwygodniej trzymac tak, aby kciuki były na klawiszach z prawej (widoczne) i lewej strony obudowy. Palce wskazujące powinny byc na podłużnych klawiszach u góry (to odpowiedniki przycisku fire na joysticku).

No i cały sęk w tym, że pod nasadą palca wskazującego ląduje wyłącznik zasilania. Czyli w ferworze walki wyłącza się go... co jakieś 5 minut. Wymyślił to chyba jakiś imbecyl z gąbczastym zwyrodnieniem mózgu. Ten wyłącznik można by umieścic wszędzie, tylko nie w tym miejscu.

 

Poza tym felerem jest jeszcze jeden drobiazg, którego nie rozumiem - zawsze sądziłem, że do tych maszyn ładuje się gry na jakichś kartach flashowych - otóż nie - są to mini-płyty kompaktowe w przezroczystych obudowach z plastiku. Jest to mechanizm:

- wolny

- hałaśliwy

- potencjalnie zawodny

- i przede wszystkim energożerny.

 

Jedyną (wątpliwą) zaletą tego systemu jest jakiś tam nędzny poziom zabezpieczenia przed piractwem. Głupie to, bo jak ktoś chce zhakowac własny sprzęt, to i tak to zrobi, na przykład korzystając z tej witryny: http://pspslimhacks.com/psp-tutorials/

 

Poza tymi dwoma słabymi punktami konsola dostarcza znakomitej rozrywki, więc mogę ją ostrożnie polecic. Chociaż wróc - w tym roku ma wyjśc podobno PSP2 - zaczekajmy gdzie będzie guzik POWER...

Tagi: PSP
23:45, akrolak
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 stycznia 2011
Euro-Estonia

Estonia

 

I stało się - kolejny, i zapewne ostatni w najbliższym czasie kraj wkroczył w wczoraj do strefy euro - Estonia.

Dla mnie to dobra nowina - po pierwsze łatwiej się ogarnąc z walutami, a w tym roku pewnie trochę czasu w Talinie spędzę. Po drugie - ogólnie idea wspólnej waluty jest super praktyczna i przybliża do siebie kraje i ich mieszkańców.

Niektórzy mówią, że Estonia kupiła ostatni bilet na Titanica, ale nie rozumiam w jaki sposób waluta, ta czy inna miałaby wpłynąc na rozwój czy upadek gospodarki. Ekonomia kraju zależy od pracy i innych zasobów, a przeliczanie walut to zabieg monetarny, przezroczysty dla PKB i innych wskaźników.

Dla Estonii i szczególnie Talina jest to też dodatkowa możliwośc na pogłebienie stosunków (i tak już bliskich) z sąsiednią Finlandią i jej stolicą graniczącą przez wąski pas Bałtyku po którym kursują liczne promy. Finlandia jest członkiem Euro i teraz wspólnie z niewielkim krajem bałtyckim będą tworzyc mały, ale zwarty i kulturowo bliski zespół nordycki w ramach Strefy.

Jeszcze taka refleksja - jeśli tak ubogie kraje jak Czarnogóra i Kosowo zdecydowały się wprowadzic jednostronnie euro, czyli pozbawiły się możliwości kształtowania polityki kursowej nie uzyskując w zamian nawet prawa głosu w EBC, to znaczy że ta waluta po prostu nie może byc zła dla gospodarki.

Zdjęcie na górze pochodzi z ubiegłorocznej służbowej wizyty w Talinie. Zrobiłem tylko kilka zdjęc, ale ten bar na lotnisku wygląda naprawdę symaptycznie.

czwartek, 23 września 2010
Podatki, podatki...

Jakies dwa wpisy temu pokazałem dwie mapki Europy. Pora na trzecią, jaką znalazłem w miesięczniku Nowa Fantastyka. Jest o tyle fajna, że każdy kraj został przedstawiony jako stereotypowa postać ludzka, wygląda to naprawdę wybornie:

 

Europa

 

A skoro już jestem na blogu - właśnie przeszedłem przez pierwszą kontrolę skarbową. Oczywiście żadnych uchybień nie stwierdzono, ale procedura wymaga, żebym się stawił w Urzędzie Skarbowym i odpowiedział na kilka przenikliwych pytań, w rodzaju: czym się zajmuję albo ilu mam klientów w danym miesiącu.

Urząd

Tagi: Firma
00:22, akrolak
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3